Zawsze miło zaskakuje mnie świeżość pomysłów płynących z faktycznego zamiłowania do muzyki, nawet jeśli nieco zabraknie technicznego kunsztu czy perfekcyjnie wyszlifowanego brzmienia. Dokładnie takie wrażenie zrobiła na mnie debiutancka płyta trójmiejskiego duetu Czechoslovakia. Album oficjalnie pojawi się 1 marca, ale dzięki uprzejmości artystów mogłem zapoznać się z nim już teraz i podszedłem do pierwszej tegorocznej nowości z absolutnie czysta kartką – pozbawiony jakichkolwiek informacji i skupiony na dźwiękach. Wspólną oś odnalazłem w podszytych humorem i lekkością brzmieniach gitary i cymbałków, zakręconych tekstach i bijącej optymizmem okładce z sylwetką czeskiego bohatera animacji – Krecika.
Made In to struktura ulepiona z generowanej komputerowo perkusji/beatów, delikatnych elektronicznych szmerów i wypełniaczy oraz gitary i basu. Całą koncepcje trzymają w ryzach dwaj panowie – Adam Piskorz i Paweł Strzelczyk – nieliczny skład nie stanowi jednak czynnika ograniczającego kompozycje. Muzyka w wykonaniu duetu to proste i krótkie kompozycje, jednak osadzone w różnorodnej stylistyce. Duet oficjalnie powołuje się na inspiracje Ścianką, ja od siebie dorzucę kilka innych muzycznych konotacji: zabrudzone intro i lekki, zapadający w pamięć beat w utworze „Ziemniaki” przypomina Radiohead z okresu In Rainbows/The King of Limbs. Mój faworyt na tym albumie – chłodny wręcz nowofalowy – „Tsunami” to zarówno kompozycyjnie jak i wokalnie wycieczka do lat osiemdziesiątych i dokonań puławskiej Siekiery. Nie mogę także pozbyć się skojarzenia maniery wokalnej w przewrotnej kompozycji – „Syn Optyka”, z często przerysowanym grymasem w głosie Marcina Zagańskiego. Być może to tylko mocno subiektywne spojrzenie na genezę inspiracji, ale chciałbym zobaczyć jak Czechoslovakia zabrzmi na kolejnym, pewnie dużo bardziej dojrzałym albumie. Wybiegam w przyszłość z czystej muzycznej ciekawości, ujmuje mnie sposób w jaki muzycy interpretują te wymienione przeze mnie czy też inne, własne inspiracje. Z całą pewnością jest to fragmentaryczna interpretacja tego co najlepsze we współcześnie obowiązujących muzycznych standardach – coś w rodzaju uniwersalizmu formy.
Made In zawiera kilka słabych punktów, potknięć, jak choćby mało charyzmatyczne wokale czy kulejąca produkcja dźwięku, co jednak Panowie wykorzystali zmyślnie i obrócili w słowno-stylistyczny żart. Potrafili utrzymać całość w przemyślanej od pierwszego do ostatniego dźwięku koncepcji lo-fi i pomimo kilku śmiałych zapędów w stronę mocniejszego, riffowego grania powstrzymali się i opanowali emocje. Sądzę, że album tylko na tym zyskał. Czechoslovakia niczym morskie fale kołysze subtelnym brzdękiem cymbałów i unosi nas, ku niższym bądź wyższym dźwiękom utrzymując klimat rozmarzenia obecny już w pierwszym i zarazem singlowym utworze „Wakacyjny”. Wspomnienie lata to tylko pretekst do całej garści wspomnień sprzed lat, być może nie odnajdziemy tu wątków autobiograficznych ale znów sporo uniwersalnego podejścia do tym razem słownych form wyrażania przeszłości. Wspomnianą już premierę albumu, zespół zaplanował koncertowo w Gdańsku i dość nietypowo, gdyż muzykę ze sceny będą wzbogacać analogowe wizualizacje tworzone na żywo! Przyszłość duetu w dużej mierze zależeć będzie właśnie od sprawdzenia się w realiach koncertowych.
Warto Posłuchać ↓

