Młody, obiecujący reżyser i świetne recenzje zebrane na festiwalach w Toronto, San Sebastian oraz Gdyni. Dokładnie tyle wiedziałem o filmie „Chrzest” przed udaniem się na oficjalną premierę z udziałem jego twórców w Łodzi. Dodatkowo kilka wyczytanych z prasy informacji o „męskim kinie” i „zawiłych przyjacielskich relacjach” – wszystko to prawda, ale wymiar tego obrazu jest znacznie większy i pozostaje w pamięci na długo…
Trzonem całej fabuły jest historia dwojga przyjaciół z dzieciństwa, których życiowe drogi rozchodzą się na skutek podjętych świadomie decyzji, a następnie znów się splatają aby doprowadzić do ostatecznego rozwiązania. Michał (Wojciech Zieliński) i Janek (Tomasz Schuchardt) chcąc wyrwać się do lepszego świata, na który szanse odnajdują w przestępczym życiu. Michałowi udaje się to osiągnąć, ma własną firmę, piękne mieszkanie i samochód ale ponosi za to ogromną cenę, płacąc dzień w dzień za spokój własnej rodziny gangsterom. Janek natomiast pozostał wierny mafijnym układom sprzed lat i pojawia się ponownie w życiu Michała na jego własną prośbę. Pierwsze zestawienie obu postaci na ekranie – scena imprezy, która później przenosi się na dach ukazuje jak bardzo bohaterowie oddalili się od siebie przez lata rozłąki. Podejmują próby przeciągnięcia się wzajemnie do swoich światów, ale nie są szczerzy sami wobec siebie. Trudno bowiem uwierzyć słowom Michała, który zapatrzony w zmierzch nad Warszawą mówi, że „To miasto jest moje”. Janek zostaje poproszony przez przyjaciela o zostanie ojcem chrzestnym jego synka, ale tak naprawdę chodzi o coś znacznie poważniejszego. Michał, mając świadomość ciążącego na nim wyroku śmierci postanawia przekazać Jankowi obowiązki męża i ojca. Marcin Wrona rysuje na naszych oczach swego rodzaju rytuał przejścia jaki dokonuje się pomiędzy mężczyznami. Cała sytuacja do końca zostaje ukrywana przed żoną Michała – Magdą (Natalia Rybicka), dla której mąż chce zachować wszelkie pozory normalności.
Obraz ten nadaje nowego wymiaru dramaturgii polskiego kina poprzez
niebywałą atmosferę napięcia i lęku, która emanuje coraz silniej niemalże z każdą sceną, a także na skutek przeczucia o nieuchronności klęski, na którą trójka młodych ludzi jest skazana. Rola kobieca w „Chrzcie” jest w ocenie wielu krytyków marginalizowana, co pojawia się jako główny z zarzutów pod adresem reżysera. W mojej ocenie jest przeciwnie, Magda wnosi do fabuły tyle na ile pozawalają jej obaj mężczyźni, jest przez nich okłamywana i wspaniale przekazuje emocje niepewności, zatroskania a także tęsknoty za jej dawnym Michałem, którego już nie ma. Za wszystko obwinia Janka, który nagle wkroczył w ich życie, nie mając świadomości toczącego się obok niej dramatu. Twórca naznacza tragizmem cała trójkę bohaterów, i o ile młode małżeństwo nie ma już wpływu na własny los, o tyle w duszy Janka toczy się walka i dokonuje się wybór. W tym miejscu należy wspomnieć o religijnej symbolice, w której „Chrzest” jest osadzony bardzo głęboko. Dostrzec można cały szereg zapożyczeń i odwołań. Najbardziej wyrazistym przykładem są sceny w Kościele, pierwsza gdy Janek spogląda na krzyż, a w jego oczach rozstrzyga się wszystko – absolutnie kluczowa scena filmu! Mamy tu nawiązanie do Fausta, który zaprzedaje swoją duszę diabłu. Podobną wyrazistość, Marcin Wrona nadaje wodzie, jest ona zarówno tą oczyszczającą z grzechu pierworodnego, ale także stanowi początek i koniec wszystkiego, jest nadzieją i upadkiem. Symbolika wody spina film specyficzną klamrą i pozostawia czyny bohaterów niejednoznacznymi. Tytułowy chrzest to natomiast metafora dojrzewania do podejmowania decyzji i życiowych wyborów.
Wielopłaszczyznowość filmu i trudny kontekst psychologiczny znakomicie oddane zostały przez grę aktorską Wojciecha Zielińskiego i Tomasza Schuchardta. To dzięki ich autentycznym kreacją obraz nabiera takiego znaczenia, obaj Panowie zasłużenie otrzymali nagrodę za pierwszoplanową rolę męską na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Oglądając „Chrzest” chyba nikt nie oczekuje szczęśliwego zakończenia, jednak ostatnie sceny dosłownie porażają widza i na długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Podobną reakcję kinowej publiczności widziałem jedynie na projekcji filmu „Katyń” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Smutek, zaduma, milczenie i ogromne emocje udzielają się mimowolnie i pozostaje pytanie o granice zła i bezwzględną naturę człowieka…
——————————————————————————————————
Tym razem wyjątkowo pozwoliłem sobie odbiec od tematu muzycznego i poświęcić trochę blogowej przestrzeni na recenzję filmową, która w mojej ocenie jest tego warta. Film poruszył mnie bardzo a miałem okazję oglądać go w bardzo miłym towarzystwie za co serdecznie dziękuję
