Od czasu kiedy bliżej przyglądam się undergroundowemu rynkowi rodzimych mikro labeli publikujących tylko i wyłącznie muzykę w postaci nośników kasetowych, tym bardziej ugruntowuje się moje przekonanie, że prawdziwy renesans już się zaczął. Oczywiście nie ma tu mowy o odrodzeniu się potencjału na skalę masową i o jakimkolwiek technicznym regresie w skali muzyki popularnej, ale o niszowych, dopieszczonych estetycznie i opatrzonych niezwykłą oprawą promocyjną wydawnictwach z kręgu eksperymentów dźwiękowych, zarówno tych akustycznych jak i elektronicznych. Ukryty w taśmie magnetofonowej potencjał zyskuje szczególnego uroku jeżeli zarejestrowane na niej dźwięki to długie pejzaże balansujące pomiędzy stylistyką ambientowo-noisową. Te wymogi stylowo-estetyczne idealnie spełnia kompilacja norwesko-polskiej myśli twórczej, która w postaci intensywnego 37-minutowego przekazu ukazała się kilka miesięcy temu w poznańskim Labelu Sangoplasmo Records.
Za stronę “A” i kompozycję zatytułowaną: „On A Wing And A Prayer” odpowiada duet norwegów – Sindre Bjerga / Jan-Morten Iversen. Panowie eksperymentują wspólnie od roku 2004, a ich dorobek artystyczny liczony jest w dziesiątkach wydawnictw zarówno w Skandynawii jak i na Świecie. Połowę skandynawskiej formacji, w postaci hałaśliwych live setów autorstwa Bjerga mogliśmy podziwiać w roku 2010 w naszym kraju (24.02.2010 Kraków, Kawiarnia Naukowa / 25.02.2010 Wrocław, CRK). Na kasecie Panowie prezentują łagodne, dronowe oblicze – syntezę drobnych organicznych dźwięków natury, które nie mają tu najmniejszych szans na autonomiczną egzystencję. Bystre ucho, poddane dodatkowo sugestii obrazu ptaka przedstawionego na okładce, usłyszy w mrocznej masie dźwiękowej ciche odgłosy ptasiego śpiewu.
Strona “B” to propozycja polskiego artysty – Roberta Skrzyńskiego, tu akurat ukrył się za pseudonimem Yellow Belly. Bardziej znany chociażby jako Mikrodepresja, czy założyciel prężnie działających net-labeli: 49Manekinów i 77Industry. Kompozycja zatytułowana „Grzech Antoniego Grudy”, rozpoczynająca się pięknym i doniosłym śpiewem ptaków, który to przywodzi na myśl kilka scen z filmu Jerzego Sztwiertnia o tym samym tytule. Obrazy ukazujące polskich chłopów ponownie zasiedlających ziemie odzyskane po wojnie – być może taka wizja stała się inspiracja dla autora muzyki. Kojący dźwięk ptasiego śpiewu zostaje zgłuszony przez miarowy, łagodny potok szumu utrzymujący się niemal do końca utworu. Nie ma tu agresywnej ściany dźwięku, która wskazywałaby na dramat, jest za to przytłaczająca paleta hałaśliwych czynników oddająca idealnie trudny życia w nowych warunkach, którymi to reżyser naznaczył bohaterów swojego obrazu. Katalogi filmowe określają obraz jako film obyczajowy i tak samo przyporządkowałbym kompozycję zaproponowaną przez Yellow Belly. Być może to zbyt śmiałe wnioski, ale jak zawsze interpretacja subiektywna wskazana!
Warto Posłuchać ↓



