Kilka pierwszych dźwięków wystarcza aby w pełni nasiąknąć „laptopową” (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa) elektroniką płynącą z głośników, po umieszczeniu w odtwarzaczu ostatniego albumu Kierana Hebdena. Zamykając oczy można niemalże zatonąć w przestrzeni pozytywnie-sympatycznych bitów i sampli wokalnych na poziomie, którego nie słyszałem od czasu „xtal” Ahex Twina. Umiejętnie zestawione kobiece głosy, unoszone delikatnością zastosowanych przez Brytyjczyka brzmień, wciskają się w uszy i pozostają tam na długo po tym jak kończy się nasza przygoda z trzema kwadransami albumu There Is Love In You.
Poprzednia pełno wymiarowa płyta pod szyldem Four Tet ukazała się aż pięć lat temu, przez ten czas autor porzucił gdzieś post-rockowe klimaty i wpływy hip-hopowe, aby całkowicie poświęcić się ucieczce w elektronikę. Nie przyjmowałbym tego za jakąkolwiek wytyczną na przyszłość, jedynym pewnikiem wynikającym z dotychczasowych muzycznych poczynań Kierana jest skłonność do eksperymentów i szukania pobocznych, nietuzinkowych
ścieżek rozwoju. Nie ma więc mowy o jakimkolwiek szufladkowaniu a przecież Four Tet to tylko jedna z wielu dróg, którymi od dawna podąża Brytyjczyk. W przeciągu wspomnianych pięciu lat zaliczył bardzo udaną współpracę z wyjątkową osobistością świata jazzu – Steve’em Reidem. Wspólnie nagrali już cztery albumy, przedostatni Tongue w unikatowy, nowatorski sposób łączy doświadczenie i perkusyjne zacięcie mistrza z elektronicznymi wariacjami Hebdena. Panowie zbudowali solidny pomost pomiędzy odległymi gatunkami muzyki, a dalsza rozwijająca się współpraca przypieczętowana krążkiem formacji Steve Reid Ensemble – Daxaar, wyznacza horyzonty światowego nujezzu. Ponadto sympatycy eksperymentatora z Londynu otrzymali w 2007 roku album formacji Fridge (w skład grupy wchodzą koledzy Hebdena ze szkolnej ławy, których łączy fanowska sympatia do rockowych idoli z lat młodości), a w 2009 kolaborację z Burial w postaci Ep-ki Moth / Wolf Cub. Wszystkiego czego dotyka Brytyjczyk naznaczone jest naturalnością i swobodą, która ogarnia słuchacza natychmiastowo po wybrzmieniu pierwszych taktów utworu. W charakterystyczny dla siebie sposób oddziela rytm od melodii, nadając większej wagi temu pierwszemu. Odczuwamy tę prawidłowość w różnym stopniu, zależnie od autorskiego udziału w danym projekcie. W przypadku There Is Love In You – samodzielnym przedsięwzięciu, od początku do końca rytm prowadzi nas za rękę i nie pozwala zgubić się w gąszczu kuszących wokaliz, ani też ulegnąć rozpływającym się linią melodycznym.
Promocja krążka tuż po styczniowej premierze to chyba najlepszy moment na pierwszy zastrzyk wiosny w postaci ciepłej elektroniki. Chyba żaden inny bodziec nie wydobył mnie z zimowego letargu tak skutecznie jak nowe dzieło Four Tet. Porównywalnie podziałał na mnie debiut Loco Star w Kayaxie, blisko dwa lata temu. Pojawiające się pod adresem muzyka zarzuty, jakoby raczył słuchaczy jedynie prymitywnymi rytmami, absolutnie do mnie nie trafia, bo w tym przypadku ten prosty rytm jest kluczem do odkrycia muzycznego temperamentu Kierana Hebdena.
Ocena: 9
Warto Posłuchać ↓


