Dziesięć Niewyczerpanych Wizji

Płyta, o której pragnę dziś opowiedzieć to zbiór dziesięciu nietuzinkowych dzieł, powstałych na przestrzeni trzydziestu lat w Stanach Zjednoczonych. Ponad 60 minut muzyki, która zasługuje na znacznie więcej niż miano zbitki utworów, pozostawia słuchacza z nieodpartym wrażeniem niedosytu w odcieniu jak najbardziej pozytywnym. Chciałoby się, aby zabawy z dźwiękiem i taśmą trwały znacznie dłużej. Za całość odpowiada Kenneth Gaburo, jedna z ikon muzyki awangardowej zza oceanu. Człowiek realizujący swoją życiową misję na bardzo wielu płaszczyznach. Był nauczycielem, pisarzem, ekologiem, pianistą jazzowym i oczywiście pionierem muzyki elektronicznej. Wsłuchując się w dźwięki z „Tape Play” odnoszę wrażenie, że Gaburo w tym niewielkim muzycznym spadku, który nam pozostawił zawarł bardzo, bardzo wiele awangardowej ekspresji lat 60, 70 i 80 ubiegłego stulecia. Wyjątkowość tego zbioru oparta jest właśnie na czasowej przestrzeni, która zmieniała podejście do dźwięku i prowadziła do jego homogenizacji. Nagrania Gaburo, są pomostem, który łączy zainspirowane futuryzmem, techniki zestawiania dźwięków życia codziennego i transparentnej segregacji szmerów, która tu także jest obecna z czymś całkowicie nowy, co stanowi dopełnienie pierwszego planu. Słuchacz pomimo abstrakcyjnej różnorodności może więc zatopić się w głębi wizji snutych przez autora, docierając tym samym znacznie dalej i dalej, aż do momentu uczucia niewyczerpalności tych pomysłów.

Ujmując „Tape Play” chronologicznie, należy cofnąć się do połowy lat sześćdziesiątych, okresu licznych eksperymentów z taśmą, kiedy to powstało pierwszych pięć kompozycji zawartych na albumie. Zostały nagrane na Uniwersytecie w Illinois w okresie kiedy rodziło się w Ameryce wiele pionierskich muzycznych odłamów, chociażby wczesny minimalizm. Wsłuchując się w pierwsze dokonania przedstawiciela tego nurtu – Terryego Riley’a wyraźnie słychać pierwiastki wspólne z twórczością Kennetha Gaburo. Zupełnie jakby do taśmy macierzystej autor doklejał wątki poboczne zaczerpnięte z różnorodnych inspiracji i doświadczeń tamtych lat. Kolejny etap płyty „Tape Play” przenosi nas w lata osiemdziesiąte i początek ostatniej dekady XX wieku. Cztery kompozycje zostały zarejestrowane w studiu Lewis na Uniwersytecie w Iowa. Na deser natomiast, czas zatacza potężne koło wstecz i przenosi nas do roku 1974 do prywatnego studia autora w Kalifornii. Tu powstawały najbardziej odważne eksperymenty z głosem, który Kenneth zawsze chciał zrównać z muzyką, jego wizją było ujednolicenie obu strumieni co także możemy podziwiać na omawianym albumie.

Kilka słów o poszczególnych kompozycjach:

Fat Millie’s Lament (1965) – Stanowi dla mnie zabiegi z czasem i przestrzenią, kłujące uszy dźwięki telepią się pomiędzy głośnikami, wyciszają i zwalniają, aby później powrócić ze wspomnianą głębią tła sekcji dętej, której nie powstydziłby się nawet Monty Norman. Po czym taśma wraca na start…

The Wasting of Lucrecetzia (1964) – Szalone tempo i przykład perfekcji w sztuce oswajania taśmy. Wrzaski i szalone perkusyjne rytmy przywodzą na myśl niektóre z wczesnych dokonań Johna Zorna.

For Harry (1966) – Ukłon w kierunku osoby Harryego Partch’a i jego muzycznych wizji oddających klimat scenicznych występów. Delikatność w oryginalnym systemie dźwiękowym znanym tylko twórcy.

Lemon Drops (1965) – Kolejny minimalistyczny pasaż subtelnych dźwięków klawiszowych bazujących na abstrakcyjnym tle.

Dante’s Joynte (1966) – Zamykający okres wczesnej twórczości lat sześćdziesiątych, utwór rozgrywa się jakby niezależnie w obu kanałach, a mimo to tworzy wrażenie bardziej poukładanego i usystematyzowanego w kontekście całości. W drugiej części następuje absolutny przełom, w którym Gaburo tworząc hałaśliwe pejzaże otwiera furtkę dla ogromnej rzeszy późniejszych twórców muzyki noise.

Re-Run (1983) – Usłyszawszy tę kompozycję nie sposób ukryć odruchów rozbawienia. Pulsujące wysokie dźwięki kojarzą się z milionami odbijających się piłeczek kauczukowych, zamkniętych w wyimaginowanym perpetum mobile.

Mouthpiece II (1992) – Tytułowy „ustnik” to monolog autora dotyczący pewnego zdarzenia zaobserwowanego w restauracji, opowiedziana historia mówi o pewnej dysfunkcyjnej rodzinie, która spożywając wspólnie posiłek jest tak naprawdę całkowicie odizolowana od macierzystego znaczenia słowa rodzina, jej członkowie nie rozmawiają ze sobą w ogóle. Wypełniają jedynie mechaniczny obowiązek wspólnego posiłku. W warstwie dźwiękowej, głos w miarę upływu minut przeplata się z teksturami tła co potwierdza przekonania i dążenia Gaburo w tym zakresie.

Hiss (1992) – Zwrot brzmieniowy w kierunku wspomnień industrializacji, tak mocno postulowanej na początku wieku XX. Kolejny z solidnie zbudowanych pomostów między dawną a współczesna muzyką noise.

Few (1985) – Jedyna zawarta na tym wydawnictwie kolaboracja z francuskim poetą i muzykiem, miłośnikiem łączenia muzyki z głosem – Henrim Chopinem. Francuz odwiedził Iowa w 1985 roku i wydobył na płytę przyjaciela kilka niespotykanych dźwięków własnego gardła.

Kyrie: ORBIS FACT/OR; a very odd do (1974) – Zadziwiający kolaż, w lewym kanale słyszymy nuconą formę błagalnego wołania przywodzącego na myśl obrzędy liturgiczne, natomiast w kanale prawym, poddawany licznym zabiegom z tempem czytany wierszyk dziecięcy „This Old Man”.

Przesłuchując kilkakrotnie „Tape Play”, jestem przekonany o ogromnym pokładzie wartości tego dzieła, z którego garściami czerpali następcy Kennetha Gaburo, ale jeszcze bardziej jestem utwierdzony w przekonaniu o niewykorzystaniu wszelkich zasobów przytoczonych tu wizji. Wciąż i nadal można z nich korzystać i odnajdywać unikatowe fragmenty wielkiej struktury dźwięków. Tym bardziej niezasadne stają się zarzuty o bezsensownej płodności artystów z kręgu muzyki noise, którzy to ponoć już dawno zjedli swój ogon… Nic bardziej mylnego!

Warto Posłuchać ↓

(więcej…)
Published in: on 10 Marzec 2010 at 21:34  Komentarze (1)  
Tags: , , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.